13. marca 2010


Jeszcze się ręka trzęsie, jeszcze serce mocniej bije. Ale udało się. Jestem. Bardziej dzięki dobroci ludzkiej, życzliwości i zrozumieniu, niż własnym chęciom oraz nogom, choć i one były niezbędne w tej drodze.

Za to jak zwykle umysł obciążał. Biegł do przodu, szukał przyszłej chwili, co złe wcale nie jest, lecz w istocie spowalnia ciało. Odciąga od tego, co w danej chwili ważne, co powinno jednoczyć ciało, ducha, uczucia, no i jego samego – umysł. Jedność w drodze do celu. Jest czas na myślenie, na wybieganie, lecz gdy przychodzi działać, ta praca rozumu winna być podporządkowana ciału, być niemal automatyczna, wpisana w mięśnie.

Zresztą nie ma co się już nad tym rozwodzić. Udało się. Zdążyłem. Teraz na horyzoncie jest cel. Skończyłem pisanie, pora żyć tą chwilą. (A choć żadne słowo nie pojawiło się o człowieku życzliwym, to jestem mu wdzięczny).

T.D


Mali włóczędzy tego świata, zostawcie w moich słowach ślady swych stóp... wyhukała sowa na wyspie: 2010-03-13 17:28:23 skomentuj (0)