brak wiadomości ... cisza...Przytoczę cytaty, które przeczytałam w gazecie w drodze pociągiem ostatniej niedzieli: "Kat i ofiara - pisał Marek Edelman upodabniają się do siebie. Ofiara kryje się pod murem, ale jeśli wewnątrz zostało jej choć trochę siły, by się katu przeciwstawić, to moża sama stać się katem, dotychczasowego kata zmieniając w ofiarę." "Człowiek to zły wynalazek. łatwo jest nienawidzieć, a bardzo trudno kochać". Maciej Zięba - dominikanin przytoczył: " Newton odkrył, że dwa ciała raz popchnięte będą się poruszały równolegle. Natomiast w fizyce duchowej przestszeni jest inaczej. Jeśli nie wykonuje się stałej pracy, to dwa bliskie sobie ciała nieuchronnie się od siebie oddalają." spoglądałam na ekranik telefonu - pustka, brak wiadomości, brak sygnału, brak ... powracały wspomnienia - lgnie się do człowieka, który nie potrafi okazać uczuć. Nie tak, potrafi okazać - ale te uczucia skierowane są zawsze dla innych, ja pozostaję z tyłu - niejako tuż obok, ale zawsze z tyłu, zawsze to ja czekam, zawsze ostatnia, a przecież najbliżej. Ile warta jest taka pusta obecnośc drugiego człowieka, który jest obok, ale z uczuciami gdziej daleko... - powoli rodzi się rozdrażnienie, podejrzliwość, żal, smutek. Z czasem jesli nawet są starania - nie są już dostrzegalne, wyczuwalne - obojętność. Serca się pytam: - którą drogą iść? Wybierając tą, w której obecnie trwam - jestem obok człowieka, samotnie stąpam po ziemi, ale mam poczucie, że przy mnie jest ktoś, tak... wiem.... ktoś bez uczuć. A ja czuję jedno... oddalam się od Boga, okłamując siebie uważam, że może coś się zmieni, coś się stanie - co nie ma prawa stać się bez wiary - doskonale to wiem! Nie pierwszy raz tak boli - to nie pierwszy raz to rozdarcie w sercu czuję. Okłamuję siebie, okłamuję drugiego człowieka, a najgorsze w tym wszystkim jest - że powrtót do Domu Ojca - z każdym dniej staje się trudniejszy. Wybierając tą drugą drogę, którą chciałabym iść z podniesioną głową w obecnej sytuacji będzie ciężko... coraz ciężej, z każdym rokiem ciężej jest stąpać po ziemi samotnie. Samotność mi doskwiera, chociaż z drugiej strony wtencas odczuwam obecność bożej miłości. Czuję pustkę - pustkę ludzką - jednak wiem, że może ona zostać zawsze napełniona. Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Dwie drogi - ja nie potrafię wybrać - w kkażdym dniu staję, miotam się: którą drogą dzisiaj iść? Idąc pierwszą - źle mi jest, bo oddalam się od Boga, idąc drugą - równie źle, bo oddalam się od człowieka. - Słyszę głos wewnętrzny: - trzeba wybrać - należy jak najszybciej podjąc decyzję. Brak mi odwagi! Brak mi odwagi! Brak mi odwagi! - Moje myśli obecnie krążą w kierunku Izraela, tydzien temu przecież byłam pewna - ze łazami w oczach szeptałam jak Piotr: - Panie Ty wszystko wiesz, TY wiesz, że Cię kocham! Co się ze mną dzieje? A wczoraj - ktoś podjął decyzję za mnie - powinnam dziękować - a ja czuję żal, smutek, rozgoryczenie, jak ciężko podnieśc się z upadku, gdy ktoś wydawałoby się bliski mówi Ci: - To koniec! Nie pasujemy do siebie! Powinnam poczuć ulgę - bo ktoś potrafił podjąc decyzję, która pewnie jest trafna dla mnie dla drugiego człowieka i dla Boga. Uczucie, które obecnie czuję to: zwątpienie w siebie, wątpię w swoje szczęście bycia z drugim człowiekiem. Nie mam już siły miotać się między Bogiem, a człowiekiem. Cisza...
Mali włóczędzy tego świata, zostawcie w moich słowach ślady swych stóp... wyhukała sowa na wyspie: 2009-10-12 19:18:44 skomentuj (1)
|
|
|||||||